więcej na blogu ślubnym
Archiwa tagu: migawka
Plener ślubny
fajnie jak można spotkać takie widoki jak ta sarenka pasąca się na łące
więcej zdjęć na blogu ślubnym
ekwilibrysta?
Z małym poślizgiem – ponieważ ślub Kasi i Michała był w poprzednią sobotę – załączam kilka zdjęć z tego wydarzenia. Przy okazji zastanawiam się dlaczego większość ślubów organizuje się pomiędzy majem a wrześniem przecież inne miesiące także bywają piękne – a że zimno – co tam! Grunt to klimat. A tego akurat po Sylwestrze nam nie zabrakło. Domyślam się, że z rezerwacją sali był mniejszy problem niż w sezonie. Łatwiej też znaleźć zespół, fotografa itp.
Skąd w takim razie tytuł iście wyjęty z cyrku? Zasługa to pani kamerzystki a właściwie dwóch pań kamerzystek z Sosnowca oraz dwóch równie pięknych choinek, które z Sosnowca nie były – ale po kolei.
Z pewnością ten dzień będę pamiętać z kilku rzeczy – przesympatyczna para, atmosfera, świetna zabawa, zespół muzyczny – to te przyjemne skojarzenia. Nieprzyjemne to współpraca z kamerzystkami. Przed przyjazdem zrobiłem wywiad i nawet się ucieszyłem, że będzie PANI kamera – jest to jakaś odmiana ponieważ głownie spotyka się panów. W dodatku Kasia wspomniała, że panie pracują przy świetle zastanym – czyli nie używają dodatkowego oświetlenia. Jest to akurat bardzo ważne – bo nic tak nie szpeci jak halogen wypalający twarz. Jeśli ktoś nie wierzy niech poświeci sobie latarką przed lustrem ![]()
Okazało się, że panie kamerzystki deklaracje składały bez pokrycia ponieważ główna kamera miała przez cały czas włączony halogen. W dodatku cały orszak spóźnił się do kościoła około 15 minut przez panie kamerzystki, które nie dojechały na czas do pana młodego.
Mój pierwszy kontakt z kamerzystką zaczął się od tego, że pani nie odpowiedziała na moje przywitanie – mówiąc wprost zostałem olany. I tak było do końca wesela. Pierwszy raz nie zamieniłem słowa z operatorem kamery. Olewanie polegało również na czynnym utrudnianiu mojej pracy. Ot panie sobie podczas mszy stawały gdzie chciały. Również między mną a parą młodą przenosząc swoje kamery ze statywem i halogenem. Niestety choinki, które stały po obu stronach przed ołtarzem również uniemożliwiały w tym całym szaleństwie zajęcie dobrej pozycji. Stąd mowa o ekwilibrystyce w tytule ponieważ musiałem się naprawdę zdrowo nagimnastykować aby zrobić zdjęcie. Na przyjęciu weselnym, które odbywało się na dużej sali kamerzystka zachowywała się równie dziwnie. Wielokrotnie gdy starałem się dobrać fajne miejsce, w dodatku takie aby mi nie przeszkadzała ona stawała między mną a fotografowanymi gośćmi. Z pewnością nie był to przypadek, robiła to celowo i złośliwie. Co z tego miała – nie wiem.
Podsumowując – mam nadzieję, że jeśli jesteście przed ślubem i planujecie wynająć kamerę na swoją uroczystość to będziecie omijać panie kamerzystki z Sosnowca z daleka.






















